10
25
Nieco ponad rok temu, stojąc przed regałem działu sportowego pewnej księgarni sięgnąłem po książkę na której grzbiecie widniało “Trzynaście rozpraw o Tai Chi Chuan”. Lektura była pasjonująca do tego stopnia, że postanowiłem rozpocząć ćwiczenia. Jednak szybko okazało się, że pomimo wielostronicowych opisów i zamieszczonych zdjęć nie jestem pewien jak właściwie należy to robić.
Stara prawda głosi, że najprościej nauczyć się naśladując mistrza. Kolejnym krokiem było więc znalezienie mistrza tai chi. Powiodło się i od roku ćwiczę tai chi i chi kung na zajęciach grupowych prowadzonych przez profesjonalną instruktorkę, dwa razy w tygodniu po 1,5h.
I co się okazało. Mimo pozornej lekkości ćwiczenia te wyciskają litry potu i angażują najgłębsze warstwy mięśni, najczęściej zupełnie nieużywane w codziennym życiu. Nie jest to sposób na “wyrobienie” mięśni w znaczeniu rzeźby. Poza “kaloryferem” na brzuchu nie zauważyłem nic szczególnego. Natomiast sprawność, elastyczność, wytrzymałość, ogólna kondycja i samopoczucie wzrosły w sposób niewiarygodny.
Takim przykładem, który mnie samego dogłębnie porusza, może być pierwszy zeszłoroczny wyjazd na snowboard (po dwóch miesiącach ćwiczenia tai chi i chi kung). Nastawiłem się jak zwykle, że pierwszy dzień na stoku to swego rodzaju “porażka”. Że trzeba ostrożnie, powoli i że “będzie bolało”. Przeciwnie, było bajkowo! Bez bólu, bez zmęczenia z cudownym poczuciem równowagi, którego wcześniej nie doświadczyłem w takim stopniu nigdy. Po prostu płynąłem po stoku!
A to tylko jeden z wielu przykładów zaskakujących efektów regularnego ćwiczenia tai chi i chi kung.
Komentarze
Co o tym sądzisz? Napisz.









